Nemezis is the living legend of Polish electronic music scene. Their new album "Inbetween" is the first new one since 6 years. New electronic ambience. Beautiful, subtle, deep and very emotional sound. The album was being recorded between September 2006 and June 2007. recenzje:
Nemezis ma już ponad dziesięć lat. W połowie lat 90 projekt założył
Łukasz Pawlak, wcześniej znany głównie ze sceny industrialnej, dziś szef
Requiem Records, najciekawszej polskiej wytwórni muzyki elektronicznej.
W najnowszym wcieleniu Nemezis wspomagają go Konrad Kucz (eks-Futro) i
Marcin Bociński.
Muzyka bazuje na ambientowych przestrzeniach, przez co całość unosi się
lekko i zwiewnie. Nie są to jednak minimalistyczne suity, w których
trzeba doszukiwać się melodii i rytmów. To płyta z piosenkami:
eterycznymi, sennymi, rozmarzonymi. Uspokajają, ale nie nużą. Są krótkie
i dużo się w nich dzieje. Tworzą album delikatny i ciepły. Piękny. Marcin Babko / Gazeta Wyborcza
***
Nie jednym Skalpelem polska scena elektroniczna stoi. Oto znakomita płyta z muzyką chwilami blisko dokonań wrocławian i podobnie jak one miłą w słuchaniu. Konrada Kucza pamiętamy dobrze z grupy Futro (z Kasią Nowicką w składzie), nieco słabiej z projektów solowych z kręgu wyciszonej, medytacyjnej elektroniki. Łukasz Pawlak, na co dzień szef Requiem Records, to postać związana ze sceną muzyki ambient i postindustrialnej jeszcze od czasów, gdy tę ostatnią wydawało się na kasetach. Marcin Bociński to z kolei uzdolniony producent, odpowiedzialny za brzmienie ich wspólnego tria Nemezis. Oparte na głębokim brzmieniu kontrabasu, połamanych syntetycznych rytmach lub strzępkach jazzowych partii perkusyjnych, łagodnych plamach syntezatorów i przetworzonych partiach wokalnych. Nemezis tworzy utwory pełne ukłonów dla najciekawszej muzyki elektronicznej z lat 90., całego nurtu ambient techno, z Irresistible Force i Biosphere na czele. W historii tego gatunku wszyscy trzej orientują się zresztą znakomicie. Elektronika w wykonaniu Nemezis jest - o dziwo - nienowoczesna, wręcz nostalgiczna, zawieszona poza czasem. Niezwykle przy tym wyciszająca samymi barwami i wysmakowana w najdrobniejszych detalach. Ładna i funkcjonalna zarazem - czymś takim można przecież zmyć z siebie cały stres i pośpiech dnia. Przekrój
***
Bardzo oddalili się Nemezis od swoich industrialnych korzeni. Groźnie brzmiąca nazwa kryje dziś wyciszoną, ciepłą muzykę.
Łukasz Pawlak, założyciel i lider Nemezis, poszerzył tym razem grono współpracowników, m.in. o Konrada Kucza (weterana polskiej elektroniki, szerszej publiczności znanego z Futra) i Marcina Bocińskiego (producenta i muzyka, współpracującego m.in. z artystą wideo Arturem Żmijewskim) oraz jazzową wokalistkę Patrycję Olton. Większy personel nie pozostał bez wpływu na muzykę, która jest bardziej zróżnicowana i przystępna niż zawartość świetnego skądinąd, poprzedniego albumu "Whispers from Behind the Window". Zaryzykowałbym wręcz stwierdzenie, że momentami jest to muzyka dość chwytliwa, a niektóre rzeczy - choćby "La Rotunde" - da się nawet zatańczyć. Ale to wyjątki. Większość kompozycji rozgrywa się rzeczywiście, jak podpowiada tytuł,
pomiędzy... Między jawą a snem, między realnością a marzeniami. Wolno płynące dźwięki oplatają słuchacza, przynoszą odprężenie, słodkie poczucie rozleniwienia. Bardzo miło się przy tym nudzi.
Zaintrygował mnie utwór "Musique de film", przywodzący na myśl, również ze względu na partię wokalną, nie tyle hollywoodzkie soundtracki, co berlińskie eksperymenty Davida Bowiego. Nie miałbym nic przeciwko temu, żeby podobnych klimatów na kolejnych albumach Nemezis znalazło się więcej. Ale nie upieram się, nie namawiam... 57 minut "Inbetween" to najlepszy dowód na to, że Nemezis doskonale wiedzą co robią i dobre rady recenzentów nie są im potrzebne. J. Szubrycht /
www.onet.pl
The electronic beat patterns go from wide-eyed electro, to dubby and hip-hop influenced, to more laid back yet still foot taping variety. They weave and bound to the beats warm retro synth melodies, sampled musical textures from string swoons, to guitar nudges ,to sax wailings, to Hammond organ throbs. Layering in multiple voice/ singing snippets and the odd robot like voice element too. This is hardly world shattering original & never really goes too far into more experimental waters, but it�s an enjoyable enough if safe ride, managing to keep your attention through-out with each tracks twist and turns and the fine melodic sensibilities on display through-out.
An inoffensive easy going electronica album, perfect when you�re in the mood for something tuneful & beat bound, but don�t want to think about it too much. www.musiquemachine.com
Trudno znaleźć bardziej zapracowanego człowieka w polskiej elektronice niż Łukasz Pawlak. Od połowy lat 90. prowadzi niewielką, acz prężnie działającą wytwórnie Requiem. Zaczynał od muzyki industrialnej, obecnie zaś preferuje inne nowoczesne stylistyki, z ambientem na czele. Do tego dochodzi prowadzenie projektu Nemezis. Jest także autorem kompilacji „City Songs” – na jej poszczególnych częściach eksperymentuje z przedstawicielami rodzimego undergroundu. W Nemezis wspomagają go zasłużone postaci polskiej sceny ambient: Konrad Kucz i Marcin Bociński. Płyta „In Between” pełna jest uduchowionej i medytacyjnej aury. Warstwa rytmiczna jest tu jedynie skromnym dodatkiem. Pierwszorzędną rolę odgrywają niemal filmowe tła, urokliwe melodie, które tworzą nierealny, senny klimat. Można by rzec, że wiele takiej muzyki już powstało, lecz siłą Nemezis są udane kompozycje. Ich pomysłowość, niebanalna brzmieniowa faktura, jak i długość sprawią, że na pewno nie poczujecie nudy. Łatwo zatem zanurzyć się w ten nierealny świat, piękny niczym dziecięce sny. Robert Moczydłowski /
www.clubber.pl ***
Poprzednia płyta Nemezis ("Whispers From Behind The Window") ukazała się 6 lat temu i była dla mnie jednym z największych odkryć polskiej muzyki elektronicznej początku XXI wieku. Później okazało się, że kompozycje zespołu docenił sam Geir Jensen (Biosphere), do którego twórczości Polacy świadomie - ale też nie niewolniczo! - nawiązywali. Przepięknie wydana "Inbetween" jest ogromnym krokiem naprzód względem doskonałego debiutu. Nemezis znów umiejętnie puszcza oko do wyrobionego słuchacza smacznymi inspirajami, ale i dla kogoś, kto nie pasjonuje się muzyką elektroniczną, jest to wyborne, bogate w wiele smaków, danie. Na początek intro przywołujące ambient w tradycji "Substraty" Biosphere, z tym, że wzbogacone o przepiękny, zmysłowy, kobiecy wokal, który Nemezis umiejętnie sampluje. Zaraz potem, nieoczekiwanie przenosimy się do czołówki filmu "Mulholland Drive" Davida Lyncha, gdzie taneczne łamańce a la Funki Porcini spotykają się z uduchowioną produkcją hi-tech. Kolejne 3 utwory pozwalają posmakować, czego Polacy nuczyli sie od mistrza Jensena - mamy zatem niemal medytacyjny (tylko z której, wschodniej tradycji?) "Identity", doskonałe nawiązanie do "Nordheim Transformed" spółki Deathprod/Biosphere ("Madame Rose") czy względnie tradycyjne minimal-music ("Old Ship Hotel"). Dalej pojawiają się również elementy swoistego dubu ("Atom Kinder", "There Is Less And Less Time") jak i techno-ambient (coś z "Incunabulli" Autechre?) z przepiękną linią melodyczną ("Aerodrome"). Na szczególną uwagę zasługuje utwór "Warsaw - Lodz - Warsaw"oparty na dwóch planach rytmicznych, w którym pojawia się wbijający w podświadomość szlagwort zagrany na jakimś analogowo-zabawkowym syntezatorze. Bomba! Płyta zmierza ku końcowi hi-tech-trip-hopem z bogactwem mrożących krew w żyłach (;-)) pogłosów ("Queen Mother") i na powrót - biospherowo-lynchowym ambientem ("Musique De Film"). Na finał pozostaje ponad siedmiominutowa coda, pięknie nawiązująca do początku płyty. "Rozlany", nocny ambient najwyższej próby pozostawia słuchacza z przekonaniem, że zdarzają się artyści, którzy 1. mają pomysły, 2. mają warsztat, 3. mają szacunek wobec słuchacza - serwując mu raz na długi czas rzecz - a niech tam! będzie górnolotnie - wybitną.
Witold Homarzec /
www.gaz-eta.vivo.pl ***
Po 6 latach nieobecności powraca polski projekt Nemezis. Skład uległ
zmianie [teraz jest to trio - Łukasz Pawlak(Requiem Records), Konrad Kucz
(ex-Futro) i Marcin Bociński]. Przy nagraniach wzięło też udział sporo
gości.
Jest to materiał, który niezwykle mnie urzekł. Po tym jak ujrzałem i
usłyszałem ten projekt na żywo, z niesamowitymi wizualizacjami (Suka off)
byłem zszokowany. Natychmiast udałem się, jeszcze jakby w transie, do
stolika z napisem Requiem Records i ów album nabyłem.
Muzyka Nemezis na tym albumie jest niesamowicie spokojna, ciepła i
delikatna. Elektroniczny chillout z najwyższej półki. Przychodzą na myśl
skojarzenia z Biosphere, Brian Eno, The Orb czy Future Sound Of London,
nawet Massive Attack w końcowych utworach, jednakże Nemezis po tylu latach
działalności wykrystalizował swój własny niepowtarzalny styl. Wszyscy,
którzy znają wcześniejsze dokonania zespołu mogą być mocno zaskoczeni, gdyż
projekt nie brzmi już wcale tajemniczo i mrocznie.
Mamy tu syntezatory, głęboki bas, samplowane wokale, spokojne partie
rytmiczne, szum płyt winylowych, saksofon, gitary akustyczne i wiele innych.
Wszystko razem świetnie zrównoważone, co sprawia że album nie nuży.
Jednak po wysłuchaniu całości kilkakrotnie dochodzę do wniosku, iż oprócz
opisanego wyżej spokoju jaki występuje na tym albumie, panuje w nim jednak
atmosfera smutku, tęsknoty; jakby powolnego wyczekiwania czegoś co tak
naprawdę wcale się nie wydarzy. Ciężko określić to słowami. Nie jest to
bezpośrednia emanacja negatywnymi emocjami. Nemezis porusza wyobraźnię
odbiorcy i bardzo dyskretnie takie uczucia wzbudza. Chciałbym w tym miejscu
podkreślić, że jest to oczywiście tylko moja własna interpretacja.
Już sam tytuł "Inbetween" prowokuje do pewnych przemyśleń.
Ciekawi mnie dlaczego tak trudno w dzisiejszych czasach stworzyć muzykę
dobrą i pozytywną zarazem?
Czyżby projekt Nemezis znalazł złoty środek i nagrał album idealnie
balansujący między relatywnym pesymizmem i umiarkowanym optymizmem?
autor: KaRRoLLuSS /
www.kaos-ex-machina.pl ***
Nemezis "Inbetween" * Vivo Records 2007 * Pod nazwa Nemezis kryje sie najwazniejszy projekt na krajowej scenie elektronicznej ostatniej dekady. Jego tworca i lider - Lukasz Pawlak - w ciagu jedenastu lat dzialalnosci wspolpracowal z szerokim gronem muzykow. Ukoronowaniem tej drogi artystycznej byl znakomity album "Whispers From Behind The Window" z 2002 roku. Po przerwie Nemezis powraca wydawnictwem "Inbetween". Tym razem Pawlakowi towarzyszy Konrad Kucz (znany chocby z Futra) i Marcin Bocinski. Tych trzech weteranow polskiej elektroniki nagralo album, ktory zaskakuje roznorodnoscia. W przeciwienstwie do poprzedniego krazka, nowa muzyka Nemezis jest utrzymana w jasnych tonacjach - sporo w niej przejrzystych i urokliwych melodii, ktore sprawiaja, ze moze sie ona spodobac nawet nieobeznanym z nowoczesna elektronika sluchaczom. Trio zrezygnowalo bowiem z bardziej eksperymentalnych brzmien, stawiajac raczej na cieple i stonowane dxwieki wywiedzione z klasyki gatunku. Wszystko wskazuje na to, ze "Inbetween" bedzie dla Nemezis przepustka do muzycznego mainstreamu. PAWEL GZYL / DZIENNIK POLSKI
***
Ciężar, hałas, perwersja, postindustrial - w ten sposób muzycy Nemezis opisują sięgające roku 1996 początki projektu. Tymczasem dziś, aby umieścić brzmienie zespołu w odpowiednim miejscu, musielibyśmy użyć akronimów wspomnianych określeń. A więc: żaden ciężar, lekkość za to. Hałasów brak, niezliczona zaś liczba wyciszeń. Zero perwersji, w zamian spokój, stateczność niemal. Postindustrial? Raczej downtempo, mniej lub bardziej nasycone eksperymentalną nutą. W ten właśnie sposób prezentuje się tegoroczny come back Nemezis - grupy, która na swój najnowszy krążek czekać nam kazała równe sześć lat.
Historia Nemezis pełna jest nie tylko wahnięć stylistycznych, ale też personalnych. Dziś projekt tworzy trio Łukasz Pawlak - Marcin Bociński - Konrad Kucz; prawdziwi wyjadacze, mający na swym koncie pękające w szwach elektroniczne CV. Muzycy reprezentują pokolenie dzisiejszych 30 - 35-latków, którzy nowe brzmienia promowali w czasach, gdy słowa typu "net-label", "laptop" czy "Ableton" nic jeszcze w elektronice nie znaczyły. I trzeba podkreślić, że "Inbetween" przesycona jest nastrojami kojarzącymi się z ambientem czy downtempo właśnie lat '90 - sporo tu odniesień do najbardziej klasycznych płyt Biosphere, Pete'a Namlooka czy Briana Eno (który ambientowy krążek nie czerpie z jego dorobku?). Momentami jest również nieco trip-hopowo, pojawiają się też fragmenty leciutko dotykające pierwszych płyt Autechre (choćby "Aerodrome", jeden z ciekawszych na płycie). Podstawę swej muzyki Nemezis opiera więc na brzmieniach dalekich od dokonań dzisiejszej nowej elektroniki - rezygnując z modnej perspektywy "mikro" (klików i kutów) trio przenosi się w rejon makro, proponując nam nieposzatkowane, niebanalne melodie, tworzące kameralny, przytulny, czasem tylko lekko szczypiący niepokojem nastrój. A wszystko w formie złożonej, wielowarstwowej, przestrzennej produkcji.
Członkowie Nemezis nie kryją swego muzycznego pochodzenia - sprawiają, że "Inbetween" nabiera momentami nieco sentymentalnego charakteru. Nie silą się też na szczęście na elektroniczną aktualność - grają po prostu swoje, konsekwentnie i na wysokim poziomie. Powrót Nemezis bardzo cieszy - zastanawiać się jedynie pozostaje, czy na kolejny krążek tria czekać nam przyjdzie do roku 2013...?
Krzysiek Stęplowski /
www.nowamuzyka.pl ***
Kiedy kazano by nam wymienić artystów, którzy wyznaczali kierunki i budowali scenę elektroniczną w naszym kraju, to na pewno nie pominęlibyśmy Nemezis, formacji uznawanej przez wielu nie tylko za klasykę, ale nawet za jedną z najważniejszych grup w polskiej historii gatunku. Teraz, kiedy elektronika posiada już solidne fundamenty i ma wierne grono odbiorców, na rynku pojawia się "Inbetween". Czy jest to kolejny krok na przód, potwierdzenie klasy, czy też grupa, mimo takiej historii, nie jest już w stanie przykuć naszej uwagi?
Panowie Łukasz Pawlak, Konrad Kucz i Marcin Bociński, którzy pracowali nad materiałem blisko dziesięć miesięcy, uczynili "Inbetween" mieszanką typowej elektroniki, ambientu i ciekawego industrialu. Taki charakter mają wszystkie z dwunastu ścieżek, chociaż nie brakuje też różnych odchyleń i interesujących eksperymentów. Senne utwory przeplatają się z mocno elektronicznymi, czy nawet lekko psychodelicznymi, jednak wszystko ma raczej spokojny i refleksyjny charakter, który stanowi element scalający dla całej płyty. Prezentowane dźwięki wydają się być przemyślane i dopracowane, co doskonale obrazuje doświadczenie grupy, która powstała już w 1996 roku i przez ten czas zdążyła wyrobić sobie wysublimowany styl.
Przez wielu krytyków, twórczość Nemezis porównywana bywa do Biosphere czy Briana Eno, co dodaje niezwykłego prestiżu dokonaniom formacji i nadaje sens pracy, jaką poświęcają członkowie na łączenie sampli i dźwięków. Gościnnie wspierają te zabiegi takie postacie jak Maciej Staniecki, Dariusz Bilski, Patrycja Olton czy Marcin Świderski. Co więcej, podczas koncertów zespół kładzie nacisk także na stronę wizualną i teatralną, stąd współpraca z multimedialną grupą SukaOff.
Wydaje się, że rzadko można spotkać się z tak dopieszczonym i "światowym" albumem na naszym rynku, co niewątpliwie skłania do sięgania po twórczość Nemezis z "Inbetween" na czele. Jednak z drugiej strony, mimo niekwestionowanej piękności i zmysłowości materiału, trudno uznać tę płytę za coś niezwykle przełomowego i innowacyjnego, co zmusza nas do uznania krążka (tylko?) za potwierdzenie i tak bardzo wysokiej klasy formacji. Nie wiem na ile ta odpowiedź będzie satysfakcjonująca dla fanów elektroniki (bo po klasykach gatunku, można spodziewać się naprawdę wiele), ale na pewno daje nadzieję na najbliższą przyszłość, którą Nemezis maluje w optymistycznych barwach. Warto też chyba obserwować nowości wydawnicze Vivo Records, bo szkoda byłoby przegapić coś takiego jak "Inbetween"... Michał Perzyna /
www.80bpm.net